• Magdalena Rosada

Jem, bo lubię czy jem, bo muszę? Emocjonalna i kulturowa funkcja jedzenia w lekturach szkolnych

Zaktualizowano: wrz 18



Moja kreatywność uruchamia się wówczas, gdy mam życiu trochę luzu. Duża ilość wolnego czasu sprzyja jednak nie tylko wymyślaniu kolejnych rzeczy, które chcę zrobić, lecz także skutkuje dziwnymi przemyśleniami, którym od czasu do czasu muszę dać ujście, żeby zrobić trochę wolnego miejsca w głowie. I właśnie dzisiejszy artykuł jest efektem spacerowych rozmyślań. I tym artykułem rozpoczynam wakacyjną serię wpisów #rozminybezspiny.



Jedzenie jest ważną częścią naszej kultury. Nie służy ono wyłącznie zaspokajaniu potrzeb fizjologicznych, lecz także pełni funkcję psychospołeczną i kulturową. Jedzenie może być źródłem przyjemności, sposobem na tłumienie emocji, formą okazywania uczuć, substytutem więzi czy sposobem na redukowanie napięcia. Ponadto jedzenie jest ważną częścią tradycyjnych obrzędów, sposób przygotowania i spożywania jedzenia w rodzinie jest związany z rolami, jakie przyjmują jej członkowie oraz domowymi tradycjami. Z dumą mówimy o tradycyjnej kuchni polskiej, włoskiej czy węgierskiej i denerwujemy się, gdy ktoś podchodzi do niej zbyt innowacyjnie. Jedzenie może dawać poczucie bezpieczeństwa.


W czasach przesytu i nadmiernej konsumpcji jedzenie przestaje pełnić swoje biologiczne funkcje. W mediach roi się od sprzecznych porad – jedz mniej, jedz więcej, nie jest wcale, jedz mleko, nie jedz jaj, jedz więcej białka i tłuszczu, nie jedz owoców wieczorem, nie łącz pomidora z ogórkiem i nie kładź ananasa na pizzę. Nasze ogromne, emocjonalne i kulturowe, przywiązanie do jedzenia nie jest jednak produktem współczesności. Stosunkowo niedawno zaczęto utożsamiać szczupłą i wysportowaną sylwetkę z dobrostanem. W końcu jeśli ktoś miał parę nadprogramowych kilogramów, oznaczało to, że może sobie pozwolić na zakup większej ilości jedzenia niż potrzebował.


Ten artykuł nie będzie jednak o wyglądzie, a o społecznym postrzeganiu jedzenia. W tym celu przyjrzę się dwóm lekturom szkolnym i postaram się odpowiedzieć na pytanie, jakie funkcje spełnia jedzenie w tych tekstach i tym samym, jakie wartości przekazywane są wraz z lekturą tych tekstów uczniom.


Zastaw się, a postaw się


Kiedy byłam w liceum jedna z polonistek lubiła mawiać, że „Pan Tadeusz” nie jest epopeją narodową i w zasadzie jest to historia o sadzeniu ogórków i parzeniu kawy. Paradoksalnie dzięki temu stwierdzeniu czytałam „Pana Tadeusza”, odartego z martyrologicznego kontekstu, z radością i uśmiechem. Była to dla mnie przede wszystkim opowieść o obyczajach, napisana płynącym trzynastozgłoskowcem, którego rytm w mojej głowie brzmiał jak przelewająca się woda (albo wino, ale o tym za chwilę!).


Dużą częścią opisanej w „Panu Tadeuszu” obyczajowości szlacheckiej stanowią właśnie obrzędy związane z jedzeniem i piciem. Począwszy od rytuału parzenia kawy (do którego ubożejąca szlachta musiała mieć oczywiście specjalną służącą znającą techniki ubijania najlepszej pianki!), poprzez wystawne uczty, na których stoły uginały się od jedzenia, aż po tradycję wznoszenia toastu za toastem do momentu, w którym panowie obecni przy stole nie mieli już siły, by podnieść swój kielich z winem.

Polska tradycja opisana w „Panu Tadeuszu” związana jest oczywiście z gościnnością, jednak polska szlachta rozumiała ją w bardzo specyficzny sposób. Człowiek gościnny, to człowiek, który pokazuje przyjezdnym, że tonie w zbytkach i bez względu na to, w jakiej sytuacji finansowej się znajduje, musi zadbać o wystawną ucztę suto zakrapianą alkoholem. Ci, którzy nie chcieli wpisywać się w ten schemat, byli oceniani negatywnie. Sam Wojski w czasie uczty mówi:



Ten, kto stroni od zbytków, nie jest ani prawdziwym katolikiem, ani prawdziwym Polakiem. Według Wojskiego nie da się być patriotą, dbać o tradycję i jednocześnie kultywować cnoty umiarkowania. Według niego jedzenie i picie ponad miarę świadczy o dobrym wychowaniu i dbaniu o polskość w czasie zaborów. Jedzenie pełni zatem dla niego funkcję kulturową i emocjonalną.

Można by pomyśleć, że przecież fakt zastawiania stołów ogromną ilością jedzenia wcale nie zachęcał do jego nadmiernej konsumpcji, a jedynie świadczył o dobrym wychowaniu gospodarza. Ale!



Goście zatem z chęcią dostosowywali się do konwencji przyjmowanej przez gospodarza i nie traktowali jedzenia w kategoriach czysto biologicznych. Zaspokajanie potrzeby głodu nie jest istotną kwestią w obliczu potrzeby wypełniania obrzędu.

Z objadaniem się szło w parze oczywiście nadmierne spożycie alkoholu. Gerwazy, podobnie jak Wojski, wiąże zbytek z tradycją:



Tradycja wznoszenia toastu za toastem i upijania się była dla Gerwazego związana z dawnymi, złotymi czasami, kiedy to szlachta była bogata i mogła się swoim bogactwem chwalić do woli.

Dla bohaterów „Pana Tadeusza” nadmierne jedzenie i picie alkoholu było ważną częścią celebrowania specjalnych okazji, sposobem na kultywowanie tradycji, wspominanie dawnych, korzystnych dla Polski i szlachty czasów oraz spełniało funkcję wizerunkową, legitymizowało ich polskość.

Oznacza to, że źródła naszego upodobania do jedzenie tego, co przed nami stoi, bez względu na to, czy jesteśmy głodni, nasze objadanie się podczas świąt, wesel, urodzin i innych specjalnych okazji i w końcu ignorowanie uczucia głodu i sytości są bardzo mocno zakorzenione w polskiej kulturze. W końcu z „Pana Tadeusza” wiadomo, że jeśli nie zastawiamy stołu ponad potrzebę, to nie jesteśmy gościnni, szczodrzy i otwarci oraz nie dbamy o zachowanie polskich obyczajów.


Co za dużo to niezdrowo


Żeby nie było tak smutno, trzeba przyznać, że w spisie lektur szkolnych jest lektura, która przedstawia pozytywne postawy wobec jedzenia. I jest to moja ukochana „Akademia pana Kleksa”!

W swojej szkole Ambroży Kleks kładzie nacisk, na to, czego rzeczywiście potrzebują organizmy jego uczniów, a to dlatego, że w czasie przyrządzania jedzenia pan Kleks korzysta z magicznych właściwości swojej pompki powiększającej.



Pan Kleks dba nie tylko o to, by uczniowie byli najedzeni, ważna jest dla niego również jakość potraw. Pieczeń polewa na przykład sosem wzmacniającym zęby. Najważniejsze jest to, że w „Akademii pana Kleksa” pojawia się pojęcie głodu i jedzenie ma przede wszystkim ten głód zaspokajać. Ambroży Kleks wie, że dzieci lubią dobre i słodkie potrawy, dlatego dba również o to, by na stole pojawiały się desery, a wszystkie potrawy przyprawia w ciekawy sposób.

Na uwagę zasługuje również to, jak żywi się sam Ambroży Kleks:



Pan Kleks dba zatem przeze wszystkim o zaspokojenie swojego głodu, ale jedzenie jest też dla niego źródłem przyjemności. Dba o to, by się nie przejadać, a jedynie odrobinę rozpieszczać swoje kubki smakowe. Pan Kleks, jakby to powiedział dietetyk, ma bardzo zdrowe relacje z jedzeniem!


Czego my właściwie uczymy?


W lekturach (w reprezentatywnej liczbie dwóch) widoczne są zatem różne postawy wobec jedzenia. Czy oznacza to, że „Pan Tadeusz” uczy obżerania się, a „Akademia pana Kleksa” jedzenia z umiarem? Nie. Czy oznacza to, że temat jedzenia jest w tych tekstach tak ważny, że należałoby mu poświęcać oddzielne lekcje? Też nie.

Poczułam się jednak na tyle zainspirowana, że na pewno poruszę ten temat z uczniami, gdy będziemy w tym roku omawiać „Pana Tadeusza”! Może się to stać dla nas powodem do dyskusji o funkcji jedzenia w naszej współczesnej rzeczywistości i do omówienia kulturowej funkcji jedzenia w przeszłości i teraźniejszości.

Czy będą to wartościowe lekcje dla moich uczniów? Mam taką nadzieję! Planuję ich zachęcić do krytycznego spojrzenia na biologiczne, psychospołeczne i kulturowe funkcje jedzenia, a przy okazji pokazać im, że obowiązkowe lektury szkolne mogą nas zmuszać do bardzo różnorodnych refleksji! Planuję wsadzić kij w mrowisko, postawić kilka śmiałych tez i zobaczyć, co zrobią z nimi moi uczniowie!


32 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie